• Wpisów:756
  • Średnio co: 4 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 18:51
  • Licznik odwiedzin:114 472 / 3101 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

maruszka
 
niuniaschabunia
 
Hej Niuniu!
Kopę czasu... Ale ja ciągle o Tobie myślę, gdy się maluję szminką i tuszem od Ciebie Jak Ci leci? Jak tam nowy domek?
 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Bardzo miłe popołudnie dziś w Paryżu spędziłam z naszą Fraise Zapomniałyśmy o fotce, więc musicie uwierzyć na słowo! Oglądałyśmy wycinane suknie Azzedine'a Alaia (może wreszcie zapamiętam, kto to); podobno razem z Krystyną Mazurówną, której obecność przegapiłam. Potem zatłoczony Starbucks (następnym razem idziemy gdzie indziej!) i pogaduchy. Fraise obiecała wkrótce przywdziać wygodne buty i wdrapać się ze mną na Montmartre
  • awatar Maruszka: Moim zdaniem wcale nie tak niewiele, gdy porównuje z wystawą mody punkowej (taki przekroj historyczny) w Metropolitan Museum of Art - tam była podoobna ilość kreacji (ok. 50), a przecież projektanci różni! Ja byłam bardziej zdegustowana niesamowicie włazodupnymi komentarzami do wystawy (na tablicach) - o każdej sukni mogłaś sie dowiedziec, czy jest "niesamowita", "wspaniała", czy też może "genialna"...
  • awatar fraise_des_bois: @Anka91: nie mozna bylo robic zdjec w srodku, a takich pieknosci to dawno nie widzialam, tylko niewiele ich bylo, wiec troche zdegustowane byłyśmy :-P Rozmawialyśmy o Tobie w ndz ;-) zdjecia naszych osob pewnie beda nastepnym razem jak jakis Chinczyk sie zlituje i nam je zrobi :-P
  • awatar Anka91: Poziomka bez szpilek - now way, chyba ze pójdzie w balerinach :D :* Azzedine <3 kocham chłopa next time to foto poproszę, bo inaczej się Wam nie zaliczy spotkania ;) Poziomka co tam u Ciebie ? ja właśnie wczoraj przed spaniem miałam w łapach książkę od Ciebie i tak sobie myślę, co tam się z Tobą dzieje ? :D jakiś przystojniak na horyzoncie? :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Zawracam na wąskim podwórku, z dziećmi w aucie.
Mały: O, patrzcie, kotek siedzi na śmietniku!
Bum.
Mały: Ups, już nie siedzi...
  • awatar Maruszka: @Niuniek z Agrafką: A w miedzyczasie - krzaczki (no bo kto to widział tak zywopłot sadzić przy samej drodze bez żadnego ostrzeżenia?). Auto porysowane już z 3 stron, ale - coraz delikatniej, wiec też uważam, że się rozwijam :)
  • awatar Niuniek z Agrafką: a no widzisz, robisz postepy! najpierw byl murek teraz tylko smietnik :D
  • awatar Maruszka: @smarkula: sorki...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Moja krakowska obrona pracy magisterskiej się zbliża, a ja w Montpellier (Francja). Żeby ustalić termin obrony, trzeba najpierw stwierdzić, że praca jest oryginalna. Miałam zarejestrować swoje wypociny w systemie antyplagiatowym, ale tego z kolei nie mogę tego zrobić bez aktywnego konta USOS. Dzwonię więc do sekretariatu mojego kierunku, na podobno najlepszej uczelni w Polsce i słyszę, że mam wysłać mejla w tej sprawie. Ale pani sekretarka nie wie, kiedy go przeczyta i uaktywni mi to konto, bo aktualnie... poczta elektronicza uniwersytetu nie działa. I nie wiadomo, kiedy zacznie. Dobrze, że telefony działają...

Z połowa Montpellier już kibicuje moim studiom i na pewno będzie się pytać o dzisiejsze postępy. A mnie będzie wstyd im odpowiedzieć...
  • awatar Nia: :D Biurokracja potrafi czasem rozlozyc na lopatki :D
  • awatar wredotka aka brzytwa: Między innymi dlatego nie mam maila na poczcie uniwersyteckiej - chcę mieć do niego dostęp wtedy, kiedy mi pasuje, a nie wtedy, kiedy akurat działa. Z tego co wiem, to zjawisko typowe dla wielu uczelni nietechnicznych.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Perfumy "Kaszmir" z Tunezji i marokański olejek arganowy - bardzo fajne prezenty z podróży
 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Widzę się jutro z Niunią i jej synkiem
  • awatar Maruszka: Anka91: Nie, leciałam z Warszawy o 6:50 (czyli musiałam wyjechac z KRK wieczorem dnia poprzedniego i spać w pociągu) do Paryża, a tam dopiero przesiadka do NYC. Tak było najtaniej. Pierwsze wrażenia - mieszane. Zanim pojechałam miałam sporo negatywnych refleksji na temat Stanow i wcale nie marzyłam o zobaczeniu NY. I spora część tych obaw sie potwierdziła (i doszlo kilka nowych krytycznych uwag). Ale też spotkalam tu swietnych ludzi (Maria, Niunia ;) ), swietne koty :) , bylam na super salsotece na molo, zapisalam sie wlasnie tanie na zajecia muzyczne u b. dobrej instruktorki, wiec ogolnie nie narzekam. To miasto miliona mozliwosci, kazdy moze tu znalezc coś dla siebie.
  • awatar Anka91: o bozeee, serio taka podróż ? masz kobieto zdrowie :D myślałam, że bezpośrednio leciałaś z krk. Jak pierwsze wrażenia ?
  • awatar Maruszka: @Anka91: Zrobione :) Podróż: długa i skomplikowana (auto - pociąg - pociąg - samolot - samolot - pociąg - pociąg - półgodzinny marsz z cięzkim plecakiem i torbą w 30*C), ale ja sobie dobrze radzę w takich okolicznościach - śpię, gdzie się da :) I docieram na miejsce w miarę wypoczęta.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
I po DELFie (B1). Myślę, że zdałam, i to całkiem nieźle
  • awatar fraise_des_bois: Fajnie, gratuluję :) Francuski nie jest tak straszany jak go malują!
  • awatar Maruszka: @Pani Chichiro: Ano szybko - w sierpniu 2012 byłam jeszcze na A1. To dlatego, że jest duzo podobienstw do angielskiego, przede wszystkim w kwestii slownictwa. Z polowa angielskich słów sie wywodzi z francuskiego wlasnie, z odpowiednio zmodyfikowaną wymową; jak sobie angielskie slowo odpowiednio "zmodyfikujesz wstecznie", to w 3 na 5 przypadków wyjdzie ci poprawne francuskie pojęcie :) A po drugie uczylam sie francuskiego w liceum i na poczatku studiow. Co prawda potem mialam 9-letnia przerwę, po ktorej nie umialam sie juz nawet przedstawic po francusku, no ale jak wrocilam do tego jezyka, to jednak troche latwiej bylo niż z innymi - nic mnie nie zaskakiwalo ani przerażało, bo już kiedys tam o tym slyszalam.
  • awatar Pani Chichiro: No to naleza sie (wstepne) gratulacje. Swoja droga, szybko Ci poszlo przyswojenie francuskiego (o ile dobrze zaobserwowalam na blogu)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Graliśmy dzisiaj na francuskim w kalambury. Miałam pokazać "sarnę". Odegrałam jelenia na rykowisku (bo rogi łatwo pokazać). A potem pokazałam, że jeleń ma cycki.
Odgadli
  • awatar Maruszka: @Reniach: na pewno zdołałabym wytłumaczyć tę zoologiczną zawiłość bez słów...
  • awatar reniacz.: To naprawdę ciekawe tym bardziej, że sarna nie jest samicą jelenia.
  • awatar Maruszka: @Pani Chichiro: Ja uwielbiam kalambury i jestem w nich niezła, bo lubię słowa i jestem niespełnioną aktorką ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Mam odwrotny problem niż połowa młodych ludzi w Polsce: mam tu pracę. Nawet dwie. I całkiem je lubię! A chciałabym wyjechać za granicę.

Żeby było jeszcze zabawniej: jakieś 2 miesiące temu trochę niechcący zostawiłam swoje CV rekruterom dwóch dużych firm. Niechcący, bo to było na targach pt. "Edukacja i kariera we Francji", gdzie aby się umówić na spotkanie z przedstawicielem danej firmy, trzeba było załączyć swoje CV. Na spotkaniach się dowiedziałam, że oni szukają ludzi do pracy w Krakowie, więc grzecznie podziękowałam. Jednak moje dokumenty trafiły do ich działów HR.

W ciągu tych 2 miesiący przedstawiciele obu firm (zapewne nieświadomi moich preferencji geograficznych) zadzwonili do mnie z zaproszeniem na rozmowę o pracę Pracę w Krakowie, więc ponownie podziękowałam.
 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Idę sobie jutro wytatuować górną powiekę. W sensie - makijaż permanentny zrobić. Bez długotrwałych studiów tematu, bez wiedzy na temat rodzajów barwników, w nowootwartym salonie, którego reputacji sprawdzić nie mogłam. Ryzyk-fizyk.
  • awatar Maruszka: Fotki moze zrobie i wrzuce po korekcie. Ale to nic specjalnego, serio - zwykla cienka (bo chcialam cienką) kreska na gornej powiece. Tyle tylko, że nie trzeba jej codziennie rano robić :)
  • awatar Maruszka: @M jak muffinka : Efektu końcowego jeszcze nie ma, bo korektę mam dopiero w czwartek. Relacja z zabiegu: najpierw babka narysowała mi kreski zwykłym eyelinerem, żebym zaakceptowała kształt. Potem posmarowała powieki maścią przeciwbolową i zaczeła kłuć. Na początku nie bolało (maść), potem już trochę tak, ale spokojnie do wytrzymania. Troche bałaganu sie przy tym robi, bo nakluwać trzeba kazde miejsce kilkakrotnie, a czarny barwnik sie ulewa. Babka wyciera ci twarz, ale i tak po powrocie do domu znajdujesz jedną ciemną smugę na szyji, a drugą pod okiem. Potem przez 1- 2 dni powieki są czerwone i opuchniete, 2 tyg. nie wolno sie opalać, malować (wiec jak ktoś nie moze wytrzymac bez tuszu i cieni, to sorry) i trzeba te miejsca kilka razy dziennie smarować wazeliną (przy okularach jest problem, bo szkła się tłuszczą). Przez 3 -5 dni po nie wolno też pić alkoholu. Przy makijazu perm. ust trzeba przed i po zabiegu brać leki na opryszczkę.
  • awatar M jak muffinka :): @Maruszka: Wstawisz jakieś zdjęcia? I relację z zabiegu? Jestem bardzo ciekawa szczegółów i efektu końcowego :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Od jakichś 2 lat szukałam niebanalnych, nie-czarnych, nie-skajowych i nie-zamszowych baletek. I nic. A wczoraj... Najpierw wpadły mi w ręce takie:
Delikatna skóra (bardzo wygodne!), 149 zł (!). Jedyne zastrzeżenie - ta podeszwa, której prawie nie ma. Pewnie ze dwa razy wyjdę i uszkodzę cholewkę... Ale może podbić u szewca, przynajmniej piętę? Z taką myślą je kupiłam. Skoro kosztowały 149 zł, to mogę w nie jeszcze trochę zainwestować.

Nie zdązyłam wyjsc z centrum handlowego, a trafiły się takie:
Myślałam nad nimi długo, w koncu jedną parę nowych baletek miałam już w torbie, ale cena 59zł mnie przekonała. I podeszwa lepsza. Jedyny minus - są z materiału, wiec w razie deszczu bedzie problem. Ale przecież są impregnaty do materiału.

Obie pary mogę jeszcze oddać. Te kolorowe raczej zostaną ze mną. Te srebrne miały wrócić do sklepu, ale w sumie teraz skłaniam się ku temu, żeby zaszaleć i je też zostawić. Jak myślicie?
  • awatar Pani Chichiro: Ok, rozumiem. Ja tez mam problem z dluga stopa, dlatego wybieram taki delikatny szpif. Jak np. te metalowe baletki z asos. Tak czy owak, niecy sie milo nosi :)
  • awatar Maruszka: @Niuniek z Agrafką: No wreszcie jedna Pingerka, ktora też coś w tych butach zobaczyła :) A już myślałam, ze to faktycznie pomyłka... Zatrzymam obie pary. Szerokie stopy - wybrałam zdjęcia, na których tego nie widać bardzo, no i te srebrne balety są dość mocno wycięte w kierunku palców (jak na polskie warunki ;) ), dlatego optycznie zwęząją stopę. I tak, w Polsce nie wycina sie bardzo butow. Dla mnie to dobrze, bo jak jest "dekolt palcowy", to ta moja długa (wszerz) kość śródstopia z niego dość nieatrakcyjnie wystaje i/lub wypycha but. No i moglabym takie buty zgubić (skoro pół stopy mi z nich wyłazi wbrew założeniom projektanta). Dlatego ja lubie zabudowane.
  • awatar Niuniek z Agrafką: Marus, Ty masz szerokie stopy? Bo zwlaszcza w tych srebrnych Twoje stopy wygladaja bardzo waziutko. Ja bym zatrzymala obie pary. A tak z innej beczki: to czy w PL wszystkie damskie buty sa tak mocno zabudowane z przodu? Ja tam osobiscie lubie "toe cleavage" jak to u mnie mowia :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
A mnie wczoraj śniło, że byłam na sympozjum pt.

"Zastosowanie klejów szewskich w leczeniu ran kłutych i ciętych"

...

To pewnie przez to, że ostatnio fantasy czytam, tam ciągle ktoś komuś zadaje rany kłute lub cięte.

A po drugie, to podobno naprawde jest możliwe, leczenie ran klejem znaczy. Kiedy indziej znowu czytałam autobiografię pewnej lekarki, która pracowała na stacji badawczej na biegunie i nieraz tak tam leczyła ludzi - bo podobno tak się najszybciej goiło w tamtejszych warunkach wielkiego mrozu (i niedostatku szwów czasami).
 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Ostatnio na francuskim wymyślaliśmy tytuły do podanych artykułów. Kumpela miała tekst o facecie, który dwa razy pod rząd wygrał Tour de France (wyścig kolarski). I co stworzyła?

"Złote dziecko dwóch pedałów"

  • awatar Gość: i napluj sobie w twarz :D
  • awatar Maruszka: Rany, zaraz usunę ten wpis, żeby nie obrażać Waszej dowcipowej wiedzy. I spoliczkuje się za to, że ja tego wczesniej nie słyszałam.
  • awatar jacek23151: to ma taaaaką brodę.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Słyszeliście o mimalizmie? W wymiarze posiadania przedmiotów znaczy, bo minimalizmy przeróżne są. Tu fajny artykuł:
http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,80530,12207198,Zminimalizowani__Malo_przedmiotow__duzo_swobody_.html
Opisani tam minimaliści to ludzie, którzy bardzo ograniczają swój stan posiadania. Trochę w proteście przeciw niekończącej się konsumpcji; trochę po to, by się nie rozpraszać, tylko skupiać na najważniejszym (ogólnie w życiu), trochę by czuć się swobodniejszym, uwolnionym od władzy przedmiotu. Minimaliści mieszkają w pustych mieszkaniach, nie przyjmują prezentów rzeczowych, regularnie przeglądają to, co mają, by się upewnić, że wszystko im na pewno jest niezbędne. Ideałem jest mieć 100 lub mniej osobistych przedmiotów.

Coś czuję, że takie pomysły nie zdobędą poklasku na Pingerze Dla równowagi - krytyka tak rozumianego minimalizmu:
http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,80530,12207198,Zminimalizowani__Malo_przedmiotow__duzo_swobody_.html?v=1&obxx=12207198#opinions
(komentarze pod poprzednim artykułem)
http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,127763,12275078,Minimalizm__To_tez_rezygnacja_z_tego__co_trwale__Zadnych.html
(mądry list mamy minimalisty)
I znów streszczenie: krytycy mówią, że minimaliści w chęci uwolnienia się od władzy przedmiotów wpadają w inną zależność - obsesję pozbywania się ich. Tak czy siak przedmioty rządzą. Wspomniana mama minimalisty pisze też, że taka postawa wiąże się z ogólną niechęcią do zobowiązań (też wobec ludzi), trwałości relacji (też z ludźmi) i egocentryzmem.

Po co o tym piszę? Bo mnie to pociąga do pewnego stopnia. Lubię nie mieć rzeczy, których nie używam. Lubię mieć mało przedmiotów, bo wtedy w moim małym pokoju można się poruszać (a nawet potańczyć czy przyjąć gości na parę dni). I łatwiej, szybciej jest wtedy sprzątać. I przeprowadzić się jest zdecydowanie łatwiej. I trochę się ostatnio ogólnie buntuje przeciw galopującej konsumpcji (nie chcę nowego, "smart" telefonu, skoro mój stary ciągle dobrze działa). I trochę ekologiczna się robię (sortuję już większość śmieci, do kąpieli nalewam wody po kostki, piwo kupuję tylko w zwrotnych butelkach i zwracam je).
Ale do stu czy nawet trzystu przedmiotów zapewne nigdy nie zejdę. Co więcej, nie zamierzam nawet ich liczyć, bo to faktycznie jakiś dziwny sport. Jeśli czuję, że posiadane przedmioty mnie nie przytłaczają, to znaczy, że mam ich odpowiednią ilość. Gdy waham sie, czy coś wyrzucić - ta rzecz zostaje. Nic na siłę. Najwyżej pozbędę się tego przy następnym sortowaniu. Bardziej od "minimalizmu" podoba mi się alternatywne pojęcie "adekwatyzmu" w posiadaniu.

No i ciuchy, buty – to dziedzina, w której minimalistką nie jestem i nie będę. Książek np. pozbywam sie bez problemu po przeczytaniu, parę dni temu wyrzuciłam połowę papierowych zdjęć z liceum (nie, nie mam kopii), nie używam kremu pod oczy (w wieku 30 lat!). Nie mam ochoty kupować sobie samochodu (choć może powinnam, choć na jakiś czas, żeby nie zapomnieć, jak się prowadzi). Ale ciuchy i dodatki to moja słabość. Bez połowy swoich ciuchów spokojnie mogłabym sie obyć. Tylko że nie chcę, cieszy mnie dopasowywanie kolorów itp.. Choć w sumie nie mam ich aż tak strasznie dużo - cztery półki i jeden metrowy drążek z wieszakami (plus bielizna w szufladzie i buty i kurtki na przedpokoju). W ogóle moj prawie caly majatek miesci sie w jednej duzej szafie, na dwoch zewnetrznych polkach i stole (plus rower w schowku na klatce).

A Wy, jesteście typem Chomików czy Minimalistów?
  • awatar beth: ja tez czuje sie truche przygnieciona swoimi rzeczami, których nie używa, ale za cholere nie potrafię się ich pozbyć. W pewnym stopniu jest to fajne, ale aż tak ascetycznie życ bym nie potrafiła ;)
  • awatar Nia: Hmm... ja chyba jestem gdzies w srodku. Lubie gromadzic, zwlaszcza kasizki i ladne dodatki, ktore "udomawiaja" przestrzen, ale nie mam tez problemu z wyrzucaniem. Czasami jak sie rozpedze, to M. musi mnie powstrzymywac, zebym za wiele nie wyrzucila. Chyba z tego wniosek taki, ze nie przywiazuje sie za bardzo do rzeczy. Co do kosmetykow, to podobnie jak Ty u Mufinka, lubie kosmetyki wielofunkcyjne. Co wiecej potrafie wyjechac na wyprawe z jednym zelem do wszystkiego, travel setem do makijazu i jednym kremem. Do tego szcoteczka i pasta oczywiscie. Chociaz co do kosmetykow, to jestem sroczka i lubie sobie czasem kupic cos nowego. Jeszcze, zebym tylko uzywala tych specyfikow regularnie :P Ostatecznie i tak koncze z szamponem, odzywka i jakims zelem pod prysznic do wszystkiego. Jedyne, czego nie potrafie sobie odmowic, to maseczek nawilzajacych. Na punkcie tych ostatnich mam hopla.
  • awatar M jak muffinka :): :) Ja z wielofunkcyjnych kosmetyków używam najczęściej żelu do mycia dla dzieci (do mycia ciała, twarzy i do higieny intymnej) i olejów (do ciała, twarzy, włosów i paznokci). Kremy pod oczy rzadko kupuję, a tak wąsko wyspecjalizowane kosmetyki jak peeling do ust, peeling do dekoltu czy serum do skórek to dla mnie jakiś kosmos :] Wolę zamiast tego używać peelingu enzymatycznego, fusów z kawy (które i tak produkuję codziennie rano ;)) i maści z witaminą A.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Piękne skośne oczy, jakby podkreślone kredką na dolnej powiece i zagadkowa mina Mona Lisy, w ktora moge sie dlugo wpatrywać, zastanawiajac sie, co oznacza.
Co prawda właściecielka kotki twierdzi, że ta mina oznacza tylko "co?? bez wątróbki przyszłaś?!" ale cóż, o prawdziwiej Monie tez niektorzy obrazoburcy mowia, ze jej słynny usmiech jest wyłacznie rezultatem problemow ze zgryzem