• Wpisów: 738
  • Średnio co: 4 dni
  • Ostatni wpis: 3 lata temu, 18:51
  • Licznik odwiedzin: 121 893 / 3444 dni
 
maruszka
 
Słyszeliście o mimalizmie? W wymiarze posiadania przedmiotów znaczy, bo minimalizmy przeróżne są. Tu fajny artykuł:
www.wysokieobcasy.pl/(…)Zminimalizowani__Malo_przed…
Opisani tam minimaliści to ludzie, którzy bardzo ograniczają swój stan posiadania. Trochę w proteście przeciw niekończącej się konsumpcji; trochę po to, by się nie rozpraszać, tylko skupiać na najważniejszym (ogólnie w życiu), trochę by czuć się swobodniejszym, uwolnionym od władzy przedmiotu. Minimaliści mieszkają w pustych mieszkaniach, nie przyjmują prezentów rzeczowych, regularnie przeglądają to, co mają, by się upewnić, że wszystko im na pewno jest niezbędne. Ideałem jest mieć 100 lub mniej osobistych przedmiotów.

Coś czuję, że takie pomysły nie zdobędą poklasku na Pingerze ;) Dla równowagi - krytyka tak rozumianego minimalizmu:
www.wysokieobcasy.pl/(…)Zminimalizowani__Malo_przed…
(komentarze pod poprzednim artykułem)
www.wysokieobcasy.pl/(…)Minimalizm__To_tez_rezygnac…
(mądry list mamy minimalisty)
I znów streszczenie: krytycy mówią, że minimaliści w chęci uwolnienia się od władzy przedmiotów wpadają w inną zależność - obsesję pozbywania się ich. Tak czy siak przedmioty rządzą. Wspomniana mama minimalisty pisze też, że taka postawa wiąże się z ogólną niechęcią do zobowiązań (też wobec ludzi), trwałości relacji (też z ludźmi) i egocentryzmem.

Po co o tym piszę? Bo mnie to pociąga do pewnego stopnia. Lubię nie mieć rzeczy, których nie używam. Lubię mieć mało przedmiotów, bo wtedy w moim małym pokoju można się poruszać (a nawet potańczyć czy przyjąć gości na parę dni). I łatwiej, szybciej jest wtedy sprzątać. I przeprowadzić się jest zdecydowanie łatwiej. I trochę się ostatnio ogólnie buntuje przeciw galopującej konsumpcji (nie chcę nowego, "smart" telefonu, skoro mój stary ciągle dobrze działa). I trochę ekologiczna się robię (sortuję już większość śmieci, do kąpieli nalewam wody po kostki, piwo kupuję tylko w zwrotnych butelkach i zwracam je).
Ale do stu czy nawet trzystu przedmiotów zapewne nigdy nie zejdę. Co więcej, nie zamierzam nawet ich liczyć, bo to faktycznie jakiś dziwny sport. Jeśli czuję, że posiadane przedmioty mnie nie przytłaczają, to znaczy, że mam ich odpowiednią ilość. Gdy waham sie, czy coś wyrzucić - ta rzecz zostaje. Nic na siłę. Najwyżej pozbędę się tego przy następnym sortowaniu. Bardziej od "minimalizmu" podoba mi się alternatywne pojęcie "adekwatyzmu" w posiadaniu.

No i ciuchy, buty – to dziedzina, w której minimalistką nie jestem i nie będę. Książek np. pozbywam sie bez problemu po przeczytaniu, parę dni temu wyrzuciłam połowę papierowych zdjęć z liceum (nie, nie mam kopii), nie używam kremu pod oczy (w wieku 30 lat!). Nie mam ochoty kupować sobie samochodu (choć może powinnam, choć na jakiś czas, żeby nie zapomnieć, jak się prowadzi). Ale ciuchy i dodatki to moja słabość. Bez połowy swoich ciuchów spokojnie mogłabym sie obyć. Tylko że nie chcę, cieszy mnie dopasowywanie kolorów itp.. Choć w sumie nie mam ich aż tak strasznie dużo - cztery półki i jeden metrowy drążek z wieszakami (plus bielizna w szufladzie i buty i kurtki na przedpokoju). W ogóle moj prawie caly majatek miesci sie w jednej duzej szafie, na dwoch zewnetrznych polkach i stole (plus rower w schowku na klatce).

A Wy, jesteście typem Chomików czy Minimalistów?

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego
  •  
     
    ja tez czuje sie truche przygnieciona swoimi rzeczami, których nie używa, ale za cholere nie potrafię się ich pozbyć. W pewnym stopniu jest to fajne, ale aż tak ascetycznie życ bym nie potrafiła ;)
     
  •  
     
    Nia
    Hmm... ja chyba jestem gdzies w srodku. Lubie gromadzic, zwlaszcza kasizki i ladne dodatki, ktore "udomawiaja" przestrzen, ale nie mam tez problemu z wyrzucaniem. Czasami jak sie rozpedze, to M. musi mnie powstrzymywac, zebym za wiele nie wyrzucila. Chyba z tego wniosek taki, ze nie przywiazuje sie za bardzo do rzeczy.

    Co do kosmetykow, to podobnie jak Ty u Mufinka, lubie kosmetyki wielofunkcyjne. Co wiecej potrafie wyjechac na wyprawe z jednym zelem do wszystkiego, travel setem do makijazu i jednym kremem. Do tego szcoteczka i pasta oczywiscie. Chociaz co do kosmetykow, to jestem sroczka i lubie sobie czasem kupic cos nowego. Jeszcze, zebym tylko uzywala tych specyfikow regularnie :P Ostatecznie i tak koncze z szamponem, odzywka i jakims zelem pod prysznic do wszystkiego. Jedyne, czego nie potrafie sobie odmowic, to maseczek nawilzajacych. Na punkcie tych ostatnich mam hopla.
     
  •  
     
    :) Ja z wielofunkcyjnych kosmetyków używam najczęściej żelu do mycia dla dzieci (do mycia ciała, twarzy i do higieny intymnej) i olejów (do ciała, twarzy, włosów i paznokci). Kremy pod oczy rzadko kupuję, a tak wąsko wyspecjalizowane kosmetyki jak peeling do ust, peeling do dekoltu czy serum do skórek to dla mnie jakiś kosmos :] Wolę zamiast tego używać peelingu enzymatycznego, fusów z kawy (które i tak produkuję codziennie rano ;)) i maści z witaminą A.
     
  •  
     
    @M jak muffinka :): Allegro i tyle - nie musisz mieć doświadczenia, żeby sfocić i wymierzyć bluzke i wystawić na aukcję. Czasem rzeczy nie schodzą. Wtedy bez wyrzutow wynosze je na smietnik (i wieszam w reklamowce obok kontenerow- biedni sobie wezmą).
     
  •  
     
    @M jak muffinka :): Kosmetyki - o tak, to ogromne pole do oszczednosci miejsca i kasy. Jak mi sie 1,5 r. temu skonczyla buteleczka perfum (zawsze mam tylko jedną), to do tej pory nie kupilam nowej - przez caly ten czas wykanczałam gromadzone latami próbki. Masci z alantoina i pantenolem, ktora mi kiedys kazala dermatolog kupic na jakies schorzenie, obecnie  uzywam jako kremu do twarzy - co sie ma zmarnowac. Jak kupicie olejek pod prysznic zamiast klasycznego wysuszającego żelu, to na balsamach do ciala też zaoszczędzicie. Lagodny szampon plus nawilżający żel do włosow - nie trzeba odżywki. Lagodny, mocno nawilżający krem do twarzy nadaje sie też pod oczy. Itd., itp.
    I nie chodzi tu tylko o mniejsza ilość przedmiotow - przekonują mnie opinie niektorych, że koktajl chemikaliow, jaki codziennie wiele kobiet wciera w skore, wcale jej nie służy.
     
  •  
     
    Nie przepadam też za kupowaniem ubrań / akcesoriów w hurtowych ilościach; wolę mieć mniej rzeczy, ale staranie wybranych i dopasowanych do reszty szafy. Zostało mi jeszcze kilka sztuk, które są w na tyle dobrym stanie, że szkoda mi je po prostu oddać albo wyrzucić, a nie mam za bardzo doświadczenia w sprzedawaniu takich rzeczy...
     
  •  
     
    Czytałam dwa dni temu w Twoim Stylu artykuł poświęcony tej tematyce :) Nie do końca podoba mi się idea liczenia przedmiotów, raczej tak jak Ty zadowalam się subiektywnym przekonaniem, że posiadane przedmioty mnie nie przytłaczają. A od kilku lat przeprowadzam co pewien czas spontaniczne akcje pt. "wyrzuć z pokoju dziesięć przedmiotów" ;) W ten sposób pozbyłam się większości niepotrzebnych rzeczy (nienoszone ubrania, bibeloty, stare faktury i gwarancje itd.) Teraz z kolei nacisk kładę na kosmetyki - staram się kupować wielofunkcyjne oraz zużyć te, które leżą zapomniane w łazience i zajmują miejsce :)
     
  •  
     
    Dojdzie, dojdzie.
    No wiem, ze nie wywalasz do smieci, ale mnie chodzi o fakt pozbycia sie mozliwosci ponownego ich przeczytania (w tej samej formie, nie e-booka).
     
  •  
     
    PS: A ksiązek nie wywalam do zsypu razem ze zgniłymi pomidorami, tylko je "uwalniam" (www.bookcrossing.pl/), przekazuje do bibliotek albo w ostateczności zostawiam w reklamówce przy kontenerach i jakiś realny odpowiednik filmowego Ediego je sobie zabiera.
     
  •  
     
    @Pani Chichiro: Ale czy Ty sie przypadkiem do Monachium nie przenosisz? Paleta tam z Dublina dojedzie? :o
     
  •  
     
    Ja mam troche odwrotnie niz Ty - co jakis czas robie czystki w szafie, rowniez z butami i cieszy mnie, kiedy pozbede sie (odaje do charity) polowe ciuchow.
    Natomiast wyrzucenie ksiazki to dla mnie zbrodnia. Uwielbiam kolekcjonowac ksiazki, co wiaze sie z tym, ze czytam dany tom wielokrotnie, a niektore znam juz na pamiec. Nie przeszkadza mi w czytaniu ich zupelnie fakt, ze znam wszystkie tajemnice bohaterow :)

    Minimalizm staram sie wiec raczej swiadomie stosowac w kupowaniu ciuchow, chociaz to jest bardziej wyraz jakiegos takiego buntu przeciwko zabiegom marketingowym, jakimi jestesmy poddawani. Nigdy wiec na przyklad nie kupuje zadnego "musthevu" - patrz asymetryczne spodnice z zeszlego sezonu - a zakupy w sieciowkach urzadzam tylko i wylacznie na przecenach i to pozywej 50%.

    A w ogole to lacze sie w bolu, bo mnie tez niedlugo czeka przeprowadzka. Poniewaz jednak przeprowadzamy sie we dwojke i mamy juz troche gratow domowego uzytku, zamowilismy sobie palete :D
    A co!